AA

W trakcie rozwodu rodzice w subtelny sposób, wykorzystując swój autorytet i pozycję opiekuna, mogą nadużyć swojego dziecka pod pozorem troski o jego dobro.

Radząc sobie z bagażem własnych emocji, oczekują od dzieci odpowiednich zachowań i prezentowania określonych postaw.

Przypisując im konkretne role do spełnienia w rozpadającej się rodzinie lub już po rozstaniu, nawet jeżeli jest to nieświadome, stosują przemoc psychiczną wobec nich. Jak to się dzieje? Zobaczmy. Rozstanie, zerwanie relacji jest dużym obciążeniem psychicznym, generującym stres i wiele niewiadomych. W takiej sytuacji wsparcie kogoś bliskiego, kto kocha i jest oddany, jest bardzo kuszące, aby po nie sięgnąć i wtedy na scenie pojawiam się ja-dziecko.

https://www.rozchodzisieodzieci.pl/dzieci/role/posluchaj-specjalistki?preview=1

Przede wszystkim jestem dostępne i podległe, stąd trudno będzie mi wyrazić  sprzeciw wprost, jeżeli poczuję, że oczekujesz ode mnie wsparcia. Czy to coś złego, że szukasz u mnie zrozumienia? Pozornie nie, przecież wiem, jaka jest sytuacja w domu. Jednak w tym momencie może zacząć rozwijać się proces, i tu specjalistyczne słowo, parentyfikacji. Na czym to polega?

Ciężar, którego nie sposób udźwignąć

Zaczynam być wsparciem dla Ciebie, muszę martwić się o Ciebie,  o Twoje samopoczucie, dbać o to żeby i Ciebie nie stracić. W moim wyobrażeniu może Ci się coś  stać, jeżeli jesteś w tak kiepskiej kondycji. Pojawia się lęk o to, co w tej sytuacji stanie się ze mną. Wysłuchiwanie Twoich żalów dotyczących drugiego rodzica też jest trudne, ponieważ go  kocham. A jeśli nawet mam z nim kiepskie relacje, to narzekanie na niego nie ułatwi mi w przyszłości ewentualnego odnowienia ich. Rozumiem, że jest Ci trudno, ale to mi świat się zawalił. Nawet jeżeli w domu działo się źle, jestem w sytuacji, w której wiele decyzji dzieje się poza mną, na które nie mam żadnego wpływu, a dotyczą bezpośrednio mnie. Ja nie wiem, co się ze mną stanie. To potrafi być przerażające. Wasze kłótnie, czy nawet tylko ustalenia dotyczące przyszłości, rozprawy, oceny specjalistów, zaburzają przewidywalność tego, co ma nastąpić i naruszają moje poczucie bezpieczeństwa. 

Pocisk emocjonalny

To nie wszystko. Nawet, jeżeli nie jestem osobą, która daje Ci wsparcie, to bycie powiernikiem Twoich zmartwień też mnie obciąża. Wiele treści, które mi przekazujesz, nie jest przeznaczonych dla moich uszu, nawet jeżeli mam złudne uczucie, że jestem włączone w Twój świat i jestem dzięki temu blisko Ciebie. Czy rzeczywiście muszę wysłuchiwać szczegółów tego, co między Wami się działo i dzieje? Nie wszystko jestem w stanie zrozumieć, a przekazany przez Ciebie ładunek, a raczej pocisk emocjonalny trafia we mnie. Przecież to nie są neutralne rozmowy. Mam wtedy duże zamieszanie emocjonalne, nie wiem, co przeżywam, bo przecież to są Twoje emocje, które nieodzownie mieszają się z moimi. I przede wszystkim, jak mogę mieć dobrą relację z drugim rodzicem kiedy on jest "taki zły"? Może zastanawiasz się, jak sobie radzę, kiedy takich treści słyszanych od Ciebie jest za dużo. Jednym ze sposobów jest niesłuchanie. Odcinanie wszystkiego, co do mnie dociera, emocji też. Niedostępność psychiczna staje się moją obroną. Jest jednak pewien problem tej strategii. Takie całkowite odcięcie powoduje, że mogę przestać rozpoznawać, co czuję, jakie są moje emocje i potrzeby. Ponadto generalizuję tę umiejętność. Jak mam dość w innych sytuacjach, to też się odcinam od tego, co dzieje się wokół mnie.

.,

Nadmiarowe wymagania

Wsparcia oczekujesz ode mnie również w bardziej praktycznych sprawach. Szczególnie kiedy mam młodsze rodzeństwo. Po rozwodzie, przy większym dla Ciebie obciążeniu obowiązkami, bardzo łatwo staję się niańką. Jak ja tego nie lubię. Nie zrozum mnie źle, różnie może układać mi się z siostrą czy bratem, ale nie mam gotowości, żeby być ich mamą czy tatą. Wolę Ci pomagać w TWOIM zajmowaniu się dziećmi. Mam jednak swoje sprawy i zainteresowania, więc kiedy nadmiarowo wymagasz ode mnie opieki nad rodzeństwem, zaczynam się buntować, a moja złość może przelewać się na nie.

Sędzia

Niestety to nie wszystko. Są kolejne role jakie mi przypisujesz. Trudną, choć nie ukrywam atrakcyjną rolą, jest bycie sędzią.  Kiedy zachęcasz mnie do osądzenia, kto miał rację w Waszym sporze, czuję się naprawdę ważne. Mam swój głos w dyskusji, który się liczy. Jednak czy potrafię być bezstronny? Przecież nie wiem wszystkiego, co dzieje się między Wami. A jeżeli mój osąd nie będzie przyjęty? Nie mam przecież autorytetu sędziowskiego.  W takiej sytuacji pojawiają się we mnie zapytania, czy rzeczywiście mogę powiedzieć to, co uważam, czy lepiej to, co chcesz usłyszeć. Obawiam się, że przez swój osąd mogę Ciebie stracić. I jeszcze jedno - wyjście z tej roli jest trudne, nawet jeżeli Ty zrezygnujesz z "zapraszania" mnie do niej. Przecież utracę w ten sposób swoją ważną pozycję w naszej relacji. Wiele istotnych wydarzeń może zacząć dziać się poza mną, więc stracę poczucie wpływu, nawet jeżeli było ono iluzoryczne. I najważniejsze - przestanę już być tak blisko Ciebie. Mogę przez to poczuć się odtrącone, a naturalnym skutkiem będzie pojawienie się we mnie wątpliwości, czy nadal mnie kochasz.

Oczekiwać zbyt wiele

Jak myślisz, czy wyczerpane są już możliwości w obsadzeniu mnie w rolach, jakie mam do odegrania w Waszym konflikcie? Niestety nie. Mogę być również decydentem – kimś, kto ma wziąć odpowiedzialność za Wasze trudne decyzje. Brzmi strasznie, prawda? W praktyce może wyglądać to niewinnie. Możesz sobie myśleć, że moje dziecko jest już na tyle duże, że zrozumie i jest w stanie to zrobić. W ten sposób oczekujesz ode mnie za dużo. Nawet, jeżeli pozornie czuję się silne, to Ty prezentujesz się jako osoba słaba, do której nie mogę przyjść po wsparcie. Kiedy muszę zajmować się Twoimi dylematami, robię to, ale tak jak potrafię – niedojrzale. A tkwię w tym, ponieważ jesteś dla mnie ważny. Wierz mi, w takiej sytuacji, będę Cię coraz bardziej testować swoimi nieodpowiednimi zachowaniami,  ponieważ "zostawiłeś" mnie z moimi problemami samo. Potrzebuję silnego dorosłego, który pomimo tego, że ma swoje kłopoty związane z rozwodem, będzie dla mnie wsparciem.

Emisariusz

Mogę też bardzo łatwo stać się posłańcem, kiedy jesteście bardzo skłóceni i nie chcecie ze sobą mieć kontaktu. Jestem wtedy głównym „przekaźnikiem” informacji między Wami. Nic wielkiego? A jednak! Zmagam się wtedy z różnymi dylematami, między innymi z tym, czy powiedzieć Wam tylko to, co chcecie lub jesteście w stanie przyjąć, czy przekazać rzeczywiście to, co słyszę od drugiego rodzica. Ponadto zaczynam zastanawiać się, czy moje potrzeby są dla Was ważne, ponieważ ciągle odsyłacie mnie do tego drugiego. Inny wymiar tej roli jest taki, że staję się Twoim emisariuszem, by dowiedzieć się tego, co dzieje się u drugiego rodzica. Czy w takiej sytuacji mogę mieć z nim dobry czas, jeżeli Tobie może się to nie spodobać?

Syzyfowa praca

Repertuar ról nadal nie jest wyczerpany. Kiedy źle mówisz przy mnie o drugim rodzicu, może to spowodować, że przyjmę rolę mediatora, który będzie próbować wytłumaczyć jednego rodzica przed drugim. Chcę w ten sposób doprowadzić do zgody między Wami. Pokazując różne sytuacje z różnych perspektyw, staram się, żeby druga strony była lepiej przez Ciebie zrozumiana. Choć strasznie mnie to męczy i wiem, że to syzyfowa praca, gra jest zbyt ważna, żeby odpuścić. Jestem jedyną osobą, która dba o komunikację między Wami. Jest jedno ale, moje potrzeby są wtedy odstawione w kąt, ponieważ znowu muszę zajmować się Waszymi emocjami. Jeżeli wczuję się mocno w tę rolę, to w efekcie przestanę rozpoznawać własne emocje i zauważać własne potrzeby. 

Poszukiwanie sojusznika

A kiedy naprawdę źle mówisz o drugim rodzicu, opisując, jak bardzo ciebie skrzywdził, zapraszasz mnie w ten sposób do bycia Twoim sojusznikiem. Muszę wtedy wiedzieć, kto jest katem, a kto ofiarą i wiem też, że ofierze trzeba pomóc. Jeśli identyfikuję Ciebie jako ofiarę, staję się Twoim "przedłużeniem". Muszę wtedy myśleć jak Ty, czuć się jak Ty i może się zdarzyć, że zaczynam mówić Twoim, a nie swoim głosem. Nie jestem już "ja", nie jestem w stanie już patrzeć na drugiego rodzica moimi własnymi oczami, mieć z nim swoją relację i dobry czas. Ten rodzic staje się katem, my ofiarą!

Kozioł ofiarny

Mówiąc o ofierze, koniecznie trzeba jeszcze powiedzieć o niewdzięcznej roli kozła ofiarnego. Kozłem ofiarnym staję się wtedy, kiedy odreagowujesz na mnie swoje kłótnie i stresy. Mówiąc mi, jak złą osobą jestem, unieważniasz w ten sposób to co czuję.  Natomiast, porównując mnie do drugiego rodzica, przypisujesz mi to, czego nienawidzisz w nim, a ja to odbieram, że nienawidzisz mnie.

A jak mam już wszystkiego dość, zawsze mogę stać się uciekinierem.

Rozwód jest doświadczeniem tak trudnym dla mnie, że nie chcę mierzyć się jeszcze z Waszymi zranieniami. Jako rodzice pozwólcie mi być z Wami po prostu sobą. Po prostu dzieckiem.

vb